"Nie
ten jest silniejszy, kto pokona słabszego, ale ten kto słabszemu pomoże stać
się silniejszy."
Jak mamy rozumieć te słowa? Każdy może
odczuwać przecież inne refleksje w stosunku co do nich. Autorzy pewnego dwudziesto minutowego filmu
potrafili wydobyć z nich sens zrozumiały dla każdego człowieka. A jak ja
zrozumiałam powyższe zdanie...?
Według mnie siła fizyczna jest tylko
powierzchowną mocą. Czy chciałabym wyjść za mąż za człowieka, którą swoją
wielką posturą odstraszy wszelkich niebezpiecznych przeciwników? Czy może
raczej odpowiednim kandydatem byłby ktoś chuderlawy i ślamazarny, jak większość
ludzi miałaby w swoim przekonaniu, jednakże z wielkim sercem? Myślę, że biorąc
pod uwagę te kryteria odpowiedź jest prosta, zapewne dla wszystkich.
W naszym społeczeństwie nie potrzeba nam ludzi, którzy poprzez swoją siłę fizyczną oraz wygląd mogą osiągnąć sukces. Potrzebujemy ludzi, którzy wywalczą dla nas sprawiedliwość wiedzą, doświadczeniem i przede wszystkim brakiem przemocy.
W naszym społeczeństwie nie potrzeba nam ludzi, którzy poprzez swoją siłę fizyczną oraz wygląd mogą osiągnąć sukces. Potrzebujemy ludzi, którzy wywalczą dla nas sprawiedliwość wiedzą, doświadczeniem i przede wszystkim brakiem przemocy.
We współczesnym świecie można wiele osiągnąć,
ale tylko i wyłącznie ciężką pracą. Czasy zawsze były trudne i nie sprzyjały
nawet wybitnym jednostkom, które też musiały dojść do wszystkiego
zapobiegliwością i pewnego rodzaju uporem. Tesla, Einstein, Benz, czy Pasteur
lub Skłodowska też stawali przed podobnymi dylematami, jak wielu ludzi, a
jednak poprzez upór i determinację udało im się osiągnąć wymarzony sukces.
Zamiast marudzić i narzekać, powinniśmy spróbować wziąć los we własne ręce, by nie być jak bohater dowcipu, wiecznie niezadowoleni z faktu, że nie możemy wygrać miliona w totolotku, bo okaże się, że podobnie jak on, nigdy nie wypełniliśmy kuponu i nie próbowaliśmy go zarejestrować.
Zamiast marudzić i narzekać, powinniśmy spróbować wziąć los we własne ręce, by nie być jak bohater dowcipu, wiecznie niezadowoleni z faktu, że nie możemy wygrać miliona w totolotku, bo okaże się, że podobnie jak on, nigdy nie wypełniliśmy kuponu i nie próbowaliśmy go zarejestrować.
Tak właśnie postąpił główny bohater filmu, o
którym wspomniałam na początku. Nosi on tytuł "Cyrk motyli" i
opowiada on historię nie tylko jednego, ale kilku ludzi, którzy pomimo
przeciwności losu postanowili zaryzykować...
Dyrektor pewnego cyrku, może na początku
wydać się nam przeciętnym i zwyczajnym. Jednak pozory czasem mylą. Pomaga
ludziom dostrzec w sobie olbrzymie i niewykorzystane pokłady mocy.
Stary człowiek, który żebrze na ulicy prosi tylko o coś do jedzenia, jednak ludzie mijają go niczym powietrze. Nic nie znacząca masa w ogromnym świecie. Kim on jest, skoro nie ma schronienia i jedzenia, złachmanione ubrania oraz podziurawione buty? Człowiekiem, który potrzebuje pomocy. Mijający go ludzie może znaczą coś w świecie biznesu, ale nie jeśli chodzi o wartości moralne, nie znaczą nic.
Kobieta, która w młodym wieku zaszła w ciążę, została wyrzucona z domu przez swoją własną rodzicielkę. Bo co niby mieliby pomyśleć inni ludzie? Nie liczy się dobro dziecka, ale opinia innych ludzi. Takim właśnie ludziom pomaga ów dyrektor Cyrku motyli.
Tym samym mogę uzasadnić słowa, które pojawiły się na początku. Chociażby nie wiadomo jaką siłę fizyczną lub wpływy posiadali ludzie, którzy mijali żebrzącego mężczyznę na ulicy lub dziewczynę w ciąży, nie znaczą tak naprawdę nic. Wyrzucając młodą matkę z domu, jej rodzicielka nie udowodniła, że ma władzę i siłę, ale tylko, że brak jej serca. Natomiast dyrektor cyrku przyjmując tych ludzi pod swoje skrzydła dał im nadzieję i wiarę w lepsze jutro. Pomógł dojrzeć i otworzyć serca. Pomógł im stać się silniejszymi.
Tak samo postąpił również w przypadku Willa. Mężczyzna, który urodził się bez kończyn, był obojętny i zamknięty w sobie. Przyzwyczaił się do drwin i wyzwisk. Ludzie zdrowi, którzy upokorzyli go nie pokazali wcale swoje siły a jedynie słabość swoich głupich serc. Dyrektor nie dał jednoznacznego przepisu na przezwyciężenie swoich słabości. Wskazał drogę i udzielił cennych wskazówek.
Tak samo my, nie osiągniemy sukcesu bez własnego wkładu. Musimy się zaangażować, podążać samodzielnie wytyczonymi ścieżkami, nie wyręczając się innymi. Powinniśmy myśleć, działać, czuć i przede wszystkim kierować się głosem naszego serca, bo tylko wtedy możemy być pewni, że nie zatracimy naszego człowieczeństwa.
Stary człowiek, który żebrze na ulicy prosi tylko o coś do jedzenia, jednak ludzie mijają go niczym powietrze. Nic nie znacząca masa w ogromnym świecie. Kim on jest, skoro nie ma schronienia i jedzenia, złachmanione ubrania oraz podziurawione buty? Człowiekiem, który potrzebuje pomocy. Mijający go ludzie może znaczą coś w świecie biznesu, ale nie jeśli chodzi o wartości moralne, nie znaczą nic.
Kobieta, która w młodym wieku zaszła w ciążę, została wyrzucona z domu przez swoją własną rodzicielkę. Bo co niby mieliby pomyśleć inni ludzie? Nie liczy się dobro dziecka, ale opinia innych ludzi. Takim właśnie ludziom pomaga ów dyrektor Cyrku motyli.
Tym samym mogę uzasadnić słowa, które pojawiły się na początku. Chociażby nie wiadomo jaką siłę fizyczną lub wpływy posiadali ludzie, którzy mijali żebrzącego mężczyznę na ulicy lub dziewczynę w ciąży, nie znaczą tak naprawdę nic. Wyrzucając młodą matkę z domu, jej rodzicielka nie udowodniła, że ma władzę i siłę, ale tylko, że brak jej serca. Natomiast dyrektor cyrku przyjmując tych ludzi pod swoje skrzydła dał im nadzieję i wiarę w lepsze jutro. Pomógł dojrzeć i otworzyć serca. Pomógł im stać się silniejszymi.
Tak samo postąpił również w przypadku Willa. Mężczyzna, który urodził się bez kończyn, był obojętny i zamknięty w sobie. Przyzwyczaił się do drwin i wyzwisk. Ludzie zdrowi, którzy upokorzyli go nie pokazali wcale swoje siły a jedynie słabość swoich głupich serc. Dyrektor nie dał jednoznacznego przepisu na przezwyciężenie swoich słabości. Wskazał drogę i udzielił cennych wskazówek.
Tak samo my, nie osiągniemy sukcesu bez własnego wkładu. Musimy się zaangażować, podążać samodzielnie wytyczonymi ścieżkami, nie wyręczając się innymi. Powinniśmy myśleć, działać, czuć i przede wszystkim kierować się głosem naszego serca, bo tylko wtedy możemy być pewni, że nie zatracimy naszego człowieczeństwa.
„Przeciwności,
z którymi musimy się zmierzyć, często sprawiają, że stajemy się silniejsi. A
to, co dziś wydaje się stratą, jutro może okazać się zyskiem.”
"Im
wspanialsza walka tym wspanialsze zwycięstwo."
Kolejne
słowa, które niosą za sobą wspaniałe przesłanie. Przede wszystkim nie możemy
się poddawać, bo wtedy nic nie osiągniemy. Można powiedzieć również, że nic nie
tracimy. Ale niby po co mamy doszukiwać się we wszystkim pozytywnych i
negatywnych stron? Nie roztrząsajmy niektórych spraw, bo warto zostawić je
niedopowiedziane. Czasami tak jest po prostu lepiej, jeżeli chcemy posiadać
jakąś motywację. Z własnych porażek, niczym feniks z popiołów powinniśmy się
odrodzić na nowo. Gdy nie wszystko będzie szło po naszej myśli powinniśmy nie
zważając na nowe rany i zadrapania podnieść się i iść dalej. Po prostu.
"Im
wspanialsza walka[...]". Co to właściwie znaczy? Myślę, że nie chodzi tu o
rozgłos wśród innych ludzi, ale o nasze serce. Osoby chore na raka, gdy go pokonają
odniosą zwycięstwo nad samym sobą, stereotypami i udowodnią nam, zdrowym, że
wszystko jest możliwe, ale wymaga to czasu, poświęcenia i wytrwałości. To
według mnie jest spektakularna walka.
A jaka w takim razie nią nie jest? Pewnie taka, podczas której uczeń ściąga na bardzo trudnym sprawdzianie i dostaje piątkę jako jedyny z klasy. Co z tego, że inni uczyli się bardzo długo, skoro można wspomóc się dodatkową pomocą dydaktyczną? To na pewno nie jest zwycięstwo, którym można się chlubić.
A jaka w takim razie nią nie jest? Pewnie taka, podczas której uczeń ściąga na bardzo trudnym sprawdzianie i dostaje piątkę jako jedyny z klasy. Co z tego, że inni uczyli się bardzo długo, skoro można wspomóc się dodatkową pomocą dydaktyczną? To na pewno nie jest zwycięstwo, którym można się chlubić.
Tak
samo bohaterowie filmu "Cyrk
motyli" musieli stoczyć wyczerpującą walkę. O co? O swoje szczęście.
Walczyli z przeciwnościami losu,
stereotypami, opiniami i ocenami innych ludzi, ale przede wszystkim walczyli z
samym sobą. Nie poddali się ze wzglądu na jakiekolwiek uprzedzenia, pogodę czy
inne czynniki. Obrali za cel jedną z dróg i podążali nią. Mogli liczyć tylko na
dobre i otwarte serca innych ludzi. Jak to się ma w praktyce? Już wyjaśniam.
Pozostawiony
sam sobie Will sądził, że nie poradzi sobie w przejściu przez kłodę na rzece.
Nikt nie zwracał uwagi na jego wysiłki. Gdy ten upadł po raz pierwszy domagał
się pomocy od innych. Myślał, że nie ma wyjścia z beznadziejnej sytuacji. Mylił
się. Stoczył wewnętrzną walkę ze swoimi uprzedzeniami i podniósł się. Powoli z
uśmiechem na ustach kroczył po kłodzie. Jednak przewrotny los, a w tym
przypadku również nieostrożność sprawiły, że biedny Will wpadł do wody. Po
kilku sekundach zaciekłej i bezowocnej walki mógł się poddać, a jednak nie
uczynił tego. Wytrwały do samego końca, choć na początku życia niezwykle
sceptyczny. Zasiane przez dyrektora cyrku ziarenko nadziei i wiary wykiełkowało
i wydało plony. Willowi w końcu udało się wypłynąć na powierzchnię, gdzie
zmartwieni przyjaciele nie potrafili go znaleźć. Ta sytuacja jest dowodem na
to, że nie trzeba wielkiego rozgłosu i przechwałek, że coś się robi. Liczy się
tylko efekt końcowy, liczy się to czy wygramy bitwę, czy odniesiemy wspaniałe
zwycięstwo.
Tak
jak Will i my powinniśmy odnaleźć w sobie wiarę i siłę, poczucie własnej
wartości. Powinniśmy realizować swoje marzenia i nie poddawać się. Dla mnie ten
bohater stał się autorytetem i istotnym wzorcem. Sądzę, że przede wszystkim
stał się on nim dla ludzi, którzy nie odnajdują sensu istnienia i w zmagają się z
własnymi problemami oraz brakiem akceptacji samego siebie.





